To nie wiek. To hormony. O suchości, o której kobiety mówią dopiero w drzwiach gabinetu

To nie wiek. To hormony. O suchości, o której kobiety mówią dopiero w drzwiach gabinetu

Suchość, ból podczas współżycia i nawracające infekcje po menopauzie często traktowane są jak nieunikniona część starzenia. Tymczasem mogą być objawami GSM – przewlekłego zespołu związanego ze spadkiem estrogenów, który można skutecznie leczyć. Warto tylko powiedzieć o nim lekarzowi wcześniej niż przy drzwiach gabinetu.

Zawsze pada na końcu. Po cytologii, USG i omówieniu wyników. Pacjentka jest już przy drzwiach i mówi półgłosem: „Pani doktor, chyba się starzeję. Współżycie zaczęło boleć, wszystko jest suche, a do tego kolejny raz mam zapalenie pęcherza”.

Słyszę to często – zwykle jako dopisek, jakby chodziło o sprawę mniejszej wagi. Tymczasem suchość, ból i nawracające infekcje nie są czymś, z czym po menopauzie trzeba się pogodzić.

Choroba, która długo nie miała dobrej nazwy

Kiedyś mówiliśmy „atrofia pochwy”. Dziś używamy określenia GSM – zespół moczowo-płciowy okresu menopauzy. Obejmuje on srom, pochwę, cewkę moczową i pęcherz, a jego objawami mogą być suchość, pieczenie, świąd, ból podczas współżycia, parcia naglące i nawracające zakażenia układu moczowego.

Gdy spada poziom estrogenów, nabłonek staje się cieńszy, tkanki tracą elastyczność, a naturalne nawilżenie słabnie. Zmieniają się też mikrobiota i pH pochwy, przez co maleje ochrona przed bakteriami. Brak nawilżenia nie jest więc miarą pożądania ani jakości relacji. To fizjologia, nie stan uczuć.

Wytyczne AUA/SUFU/AUGS z 2025 roku opisują GSM jako częsty, przewlekły i postępujący problem, który zwykle nie ustępuje samoistnie.

Dlaczego kobiety tego nie leczą

Najczęściej z obawy przed hormonami. Tymczasem niskodawkowe estrogeny dopochwowe działają miejscowo i różnią się od ogólnoustrojowej hormonalnej terapii menopauzalnej. Przy prawidłowym stosowaniu stężenia estradiolu zwykle pozostają w zakresie typowym dla kobiet po menopauzie. O wyborze leczenia zawsze powinien jednak decydować lekarz po zbadaniu pacjentki i zebraniu wywiadu.

Duże badania obserwacyjne nie wykazały zwiększonego ryzyka raka piersi, raka endometrium ani zdarzeń sercowo-naczyniowych u kobiet stosujących niskodawkowe estrogeny dopochwowe. W lutym 2026 roku amerykańska FDA zatwierdziła pierwsze zmienione ostrzeżenia na etykietach terapii menopauzalnych, również miejscowych.

Trzy obawy słyszę najczęściej. „Organizm się uzależni” – nie, nawrót suchości po odstawieniu oznacza powrót objawów, a nie uzależnienie. „Trzeba robić przerwy” – nie ma danych uzasadniających rutynowe przerwy. „Po sześćdziesiątce już nie wolno” – sam wiek nie jest przeciwwskazaniem do terapii miejscowej. Szczególnej rozmowy wymagają pacjentki po raku piersi, zwłaszcza przyjmujące inhibitory aromatazy. W ich przypadku decyzję podejmuje się indywidualnie, wspólnie z onkologiem, zwykle po wykorzystaniu metod niehormonalnych.

Czego ta terapia nie zrobi

Estrogen dopochwowy nie leczy uderzeń gorąca, bezsenności, wahań nastroju ani osteoporozy. Nie zastępuje też diagnostyki, ponieważ suchość i pieczenie mogą mieć inne przyczyny. Każde krwawienie po menopauzie wymaga diagnostyki. Nie wolno tłumaczyć go podrażnieniem lub stosowanym preparatem.

Efekt leczenia nie pojawia się od razu. Poprawa zwykle zaczyna być odczuwalna po 1–2 miesiącach i może narastać przez około 12 tygodni. Zbyt szybkie odstawienie preparatu bywa jedną z przyczyn pozornej nieskuteczności.

Menopauza nie oznacza rezygnacji z komfortu ani seksualności. Jeśli pojawia się suchość, ból lub nawracające infekcje, warto powiedzieć o nich lekarzowi. Nie przy drzwiach. Na początku wizyty.

dr n. med. Dorota Gródecka
specjalistka ginekologii i położnictwa

Materiał ma charakter informacyjno-edukacyjny i nie zastępuje indywidualnej konsultacji lekarskiej.

Zamknij menu